Dekalog pomocy humanitarnej. الوصايا العشر

„Nie wzywamy do zawarcia umowy czy rozejmu, nie prosimy o ograniczenie działań tylko na terenie jednego obszaru. Wzywamy natomiast każdego wojskowego, z każdej jednostki regularnej syryjskiej armii i każdego walczącego po stronie Wolnej Armii Syryjskiej oraz wszystkich posiadających broń – przestańcie walczyć i ofiarujcie swoim ludziom miesiąc pokoju” (ONZ). 10 lipca w Jordanii rozpoczął się Ramadan – święty miesiąc kalendarza muzułmańskiego.

I. Nie pozwól, żeby powstały obozy dla uchodźców liczniejsze niż Dadaab w Kenii (znajduje się tam 400,000 uchodźców).

Obóz dla syryjskich uchodźców w Zaatari.

Obóz dla syryjskich uchodźców w Zaatari.

Dadaab to najliczniejszy obóz dla uchodźców na świecie. Drugi, co do wielkości znajduje się w Zaatari w Jordanii, gdzie przebywa 153,000 uciekinierów z Syrii. W Zaatari, jak i w nowopowstałym obozie Mradżib Al-Fhud, otwarto szkoły i szpitale, a działania na ich terenie prowadzi wiele lokalnych i międzynarodowych organizacji humanitarnych. Jednak większość uchodźców syryjskich (około 450,000), to tzw. uchodźcy miejscy, mieszkają z dala od obozów i w rozproszeniu. Tylko niewielka część ze środków przeznaczonych dla Syryjczyków w Jordanii trafia do nich. Caritas Polska i Caritas Jordania starają się wypełniać tę lukę, a beneficjentami świadczonej przez nich pomocy są uchodźcy miejscy.

II. Nie zasłaniaj się swoimi problemami i brakiem czasu.

„Możemy sobie wyobrazić, co dzieje się z człowiekiem, z każdą rodziną, kiedy musi zostawić swój dobytek, swój dom, swoich bliskich, pracę, rodzinę, swoją ojczyznę. Polacy wiedzą o tym z autopsji. Dlatego musimy czuć się w jakiś sposób odpowiedzialni, za to co dzieje się w Syrii i krajach ościennych. Powinniśmy być solidarni z tymi, którzy teraz cierpią z powodu wojny. Chociaż mamy swoje problemy i nie jesteśmy najbogatszym krajem, to jednak do nas nikt nie strzela, nie są mordowane nasze dzieci, nie musimy pozostawiać naszych domostw, nie musimy opuszczać naszej ojczyzny. To nas zobowiązuje” – dyrektor Caritas Polska ks. Marian Subocz.

III. Pamiętaj, abyś obowiązek szkolny święcił.

Tylko 10,000 dzieci, z wszystkich 25,000 przebywających w obozie w Zaatari, może chodzić do szkoły.

Tylko 10,000 dzieci, z wszystkich 25,000 przebywających w obozie w Zaatari, może chodzić do szkoły.

W konflikcie w Syrii cierpią najbardziej Ci, od których wojna w tym kraju się zaczęła, czyli dzieci. 60 proc. uchodźców to najmłodsi. Ciągle żyją w strachu, a to pozostawia ślad na całe życie. Tylko 10,000 dzieci, z wszystkich 25,000 przebywających w obozie w Zaatari, może chodzić do szkoły, natomiast większość dzieci uchodźców miejskich w ogóle nie ma takiej szansy. Od ponad dwóch lat, czyli od czasu rozpoczęcia konfliktu, większość z nich pozostaje poza systemem edukacji. Jordańskie szkoły są przepełnione (niejednokrotnie działają w systemie zmianowym), różnice w poziomie wiedzy pomiędzy jordańskimi i syryjskimi dziećmi są znaczne, a trudna sytuacja materialna rodziców powoduje, że nie są w stanie pokryć minimalnych kosztów związanych z edukacją swoich dzieci (koszty transportu czy materiałów szkolnych).

IV. Czcij ojca swego i matkę swoją, żonę swoją i męża swego, dzieci swoje, bo nie każdy ma to szczęście.

Nie wszystkie, dzieci znają wojnę tylko z telewizji. Wśród podopiecznych Caritas Polska i Caritas Jordania jest wycofana Hannah, Manah która straciła brata i siostrę oraz Ebrahim i Muhammad, którzy zawsze, kiedy słyszą dźwięk silnika samolotu chowają się do szafy.

W konflikcie w Syrii cierpią najbardziej Ci, od których wojna w tym kraju się zaczęła, czyli dzieci.

W konflikcie w Syrii cierpią najbardziej Ci, od których wojna w tym kraju się zaczęła, czyli dzieci.

To tylko przykłady obrazujące historię setek syryjskich dzieci. „Strasznie dużo przeżyliśmy. Często uciekaliśmy do innych domów, do innych wiosek, gdzie musieliśmy przeczekać, aż skończy się bombardowanie. Kiedy wracaliśmy do naszej wioski, to natknęliśmy się na dużo ciał dzieci. Po niektórych pozostały tylko kawałki. Próbowaliśmy to ukryć przed naszymi dziećmi. Ten widok był dla nich bardzo trudny. Samoloty bombardowały wszystko, co się rusza. Zabijali każdego” – opowiada  Fathima, wdowa po rebeliancie i matka trójki dzieci. „Teraz już nie wiem przed kim uciekamy: przed Asadem, rebeliantami czy islamistami mającymi związki z Al Kaidą. Po prostu uciekamy, bo boimy się o własne życie” – dodaje jedna z kobiet, która uciekła wraz z rodziną z Syrii.

V. Nie pozwól zabijać.

Od marca 2011 roku w konflikcie w Syrii śmierć poniosło od 75,000 do 100,000 osób.

VI. Nie pozbawiaj godności drugiego człowieka.

Ośrodek „Our Lady of Peace Centre” dla niepełnosprawnych dzieci w okolicach Ammanu.

Ośrodek „Our Lady of Peace Centre” dla niepełnosprawnych dzieci w okolicach Ammanu.

„Żyliśmy normalnie” – przyznaje Rahaf Al Jaber, 20-letnia dziewczyna, która pochodzi z Damaszku. „Chodziliśmy na uczelnię, mieliśmy przyjaciół, byliśmy nawet trochę rozpieszczani przez naszych rodziców. Nagle okazało się, że nie mamy nic. Było nam zimo, byliśmy głodni i samotni” – dodaje Rahaf. Dziewczyna wraz z rodziną uciekła do Jordanii po tym jak – „zadzwonili do ojca i powiedzieli, że musimy wyjechać z Syrii, bo inaczej zginiemy. Natychmiast uciekliśmy z domu, nawet się nie pakowaliśmy. Dowiedzieliśmy się potem, że nasz dom został spalony. Uciekaliśmy bocznymi drogami, przez pola. Staraliśmy się unikać punktów kontrolnych. W końcu przeszliśmy granicę i trafiliśmy do obozu dla uchodźców w Zaatari. To jest pustynia, dlatego życie jest tam bardzo trudne. Spaliśmy w namiotach z innymi rodzinami. W obozie byliśmy 29 dni, odliczałam godziny tam spędzone.” Rahaf wraz z rodziną uciekła z obozu i trafiła do Zarqa, miasta położonego kilkanaście kilometrów od Ammanu. Dziewczyna wspomina, że byli wtedy sami i nikogo nie znali. Pomógł im Caritas, a Rahaf pomaga do dzisiaj jako ochotniczka w tamtejszym centrum wolontariatu.

VII. Nie zmuszaj do kradzieży.

Jordański rząd szacuje, że w 2014 roku 40 proc. ludności Jordanii będą stanowili Syryjczycy. Wrastają ceny wynajmu mieszkań, drożeje żywność, prąd i gaz. Tylko w Caritas Jordania do tej pory zarejestrowanych jest ponad 113,000 osób, co daje ponad 21,000 rodzin. Każda rodzina otrzymuje od Caritas raz na dwa miesiące bony na żywność w wysokości 50 dinarów jordańskich (około 240 złotych) oraz bony na inne produkty na 20 dinarów (około 95 złotych). Przeważająca większość środków przeznaczonych na pomoc syryjskim rodzinom pochodzi z dotacji oraz zbiórek zewnętrznych, a te są wciąż niewystarczające i pokrywają zaledwie jedną trzecią potrzeb.

VIII. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw braciom swoim w wierze.

Przedszkole dla małych Syryjczyków w Madabie.

Przedszkole dla małych Syryjczyków w Madabie.

Jordania jest znakomitym przykładem kraju, w którym widoczne są wymierne rezultaty współpracy pomiędzy kościołami z rodziny chrześcijańskiej; szczególnie pomiędzy katolickim, a prawosławnym. W Madabie, w jednym z sześciu miast, w którym realizowany jest projekt edukacyjny Caritas: działania współfinansuje polski MSZ i Caritas Polska, proces edukacyjny bezpośrednio koordynuje Caritas Jordania, a zaplecze lokalowe zapewnia kościół prawosławny. Od czerwca na terenie parafii prawosławnej działa też jedno z pięciu prowadzonych przez Caritas Jordania przedszkoli dla małych Syryjczyków. Nauczyciele i opiekunowie przedszkola to pracownicy i wolontariusze Caritas Jordania, a sama placówka jest własnością parafii prawosławnej.

IX. Nie pożądaj sensacji.

„Dzieci pod każdą szerokością geograficzną są takie same. Zawsze są radosne i bardzo rzadko uzewnętrzniają traumy, które przeżyły. Powstaje pytanie czy to źle, że się uśmiechają? Czy byłoby bardziej prawdziwie, gdyby były smutne i gdyby były nieszczęśliwe. Wydaje mi się, że nie, że wręcz przeciwnie, to dobrze, że się uśmiechają, że mają w sobie sporo tej radości, której wojna w Syrii nie zdołała zabić. Cieszę się, bo to pokazuje, że dla tych dzieci jest jeszcze nadzieja na przyszłość, na normalne, lepsze życie” – wolontariusz Caritas Polska, Jacek Zakrzewski.

X. Ani krwi, ani łez, ani żadnej rzeczy, która do tego podobna jest.

„Nikt w Jordanii nie czeka na arabską jesień. Ludzie widzą, co dzieje się wokoło – Syria, Liban, Irak, Izrael i Palestyna, teraz Egipt. Ludzie w Jordanii cenią to, co mają, cieszą się tym i za to dziękują” – dyrektor Caritas Jordania Wael Suleiman.

W ramach projektu edukacyjnego w 2013 roku pod opieką Caritas Polska i Caritas Jordania znajduje się 600 dzieci uchodźców syryjskich na terenie całej Jordanii. Z zajęć korzysta również 30-osobowa grupa niepełnosprawnych dzieci.

Liczba wszystkich uchodźców z Syrii sięga ponad 1,700,000 osób; od 500,000 do 600,000 z nich przebywa obecnie w Jordanii.

Jeszcze w grudniu 2012 roku w obozie przebywało 45,000 osób, teraz liczba ta przekracza 153,000 uciekinierów.

Jeszcze w grudniu 2012 roku w obozie przebywało 45,000 osób, teraz liczba ta przekracza 153,000 uciekinierów.

Jordania, welcome home! الأردن، الصفحة الرئيسية مرحبا بكم

Znów tu jestem, kto by pomyślał, chodzę tymi samymi ulicami, jestem w tych samych miejscach, spotykam tych samych ludzi.

Wszystko po staremu, ale też kompletnie inne. Czas się zatrzymuje – tylko tak nam się wydaje. Już nigdy, nic nie będzie takie samo. Chociaż, tak pewnie byśmy chcieli. Zawieszony w czasie.

Teraz na krótko, wkrótce na dłużej.

Prawie jak droga z Warszawy do Lublina. Na załączonym Amman-Mafraq.

Prawie jak droga z Warszawy do Lublina. Na załączonym obrazku – ścieżyna z Ammanu do Mafraq.

Epilog. 24 godziny po. وطن

Oto edytor mojego bloga w trakcie pracy. Dzielnie przedziera się przez słowa, zdania, strony i nanosi poprawki na rękopisie. Na zdjęciu pięcioletni Muhammad.

Oto edytor mojego bloga w trakcie pracy. Dzielnie przedziera się przez słowa, zdania, strony i nanosi poprawki na rękopisie. Na zdjęciu pięcioletni Muhammad.

Warszawa. Wieczór. Ulice pokryte są błotnistośnieżną breją. Wracam autobusem 517 do domu. Dzwoni do mnie siostra i pyta gdzie jestem, bo podobno na moim przystanku na Ryżowej ktoś strzelał do autobusu linii, którą jadę. Okazało się, że zdarzenie miało miejsce godzinę wcześniej. Nie ma to jak wrócić z Bliskiego Wschodu i być postrzelonym w Warszawie.

Dla nas, szczęśliwych duchów, nie ma granic, przeszkód. I ciągle się trzymamy, bo dotarcie do celu niezmiennie rozpoczyna nową podróż.

Paul Theroux,

„Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu. Szlakiem Wielkiego bazaru kolejowego”

PS z Polski. Dziękuję za niespodzianki na lotnisku!

R

rchibowski.wordpress.com bez odbioru.

Lekcja życia. درس

Czas wracać do domu, do Polski, ale zanim wsiądę do samochodu, który zawiezie mnie  na lotnisko Królowej Ali w Ammanie, warto, jak moje syryjskie maluchy, pokusić się o recytację wyliczanki.

Nauczyłem się jeść za dwóch, bo tego musi nauczyć się gość w kulturze Bliskiego Wschodu. Na zdjęciu tradycyjna jordańska potrawa Mansaf.

Nauczyłem się jeść za dwóch, bo tego musi nauczyć się gość w kulturze Bliskiego Wschodu. Na zdjęciu tradycyjna jordańska potrawa mansaf.

Podczas pobytu w Jordanii nauczyłem się:

- jak posługiwać się niezwykle pojemną bliskowschodnią jednostką czasu „one minute”, która może oznaczać 10, 15, 30 minut i godzinę, ale na pewno nie jedną minutę,

- tego, że najważniejsi są ludzie, a nie oficjalne pisma i dokumenty. Rozmawiając z nimi, możesz dostać się wszędzie bez pozwoleń i legitymacji. Wysyłając maila, długie godzinny spędzisz w domu, a sprawa nie posunie się naprzód,

Tygrysek z Kubusia Puchatka ode mnie dla dzieci.

Tygrysek z Kubusia Puchatka. Ode mnie dla dzieci.

- jeść za dwóch, bo tego musi nauczyć się gość w kulturze Bliskiego Wschodu,

- rysować SpongeBoba i Tygryska z Kubusia Puchatka,

- chodzić po wodzie Morza Martwego.

Dowiedziałem się:

- co jest słodsze od czekolady,

- że kupując coś od Arabów: normalna cena, przecena, podwójna przecena i cena specjalna to ta sama cena.

Przeżyłem:

- golenie brzytwą,

- jedyny w swoim życiu 12.12.12.

Dowiedziałem się, co jest słodsze od czekolady. Na zdjęciu różne rodzaje baklawy.

Dowiedziałem się, co jest słodsze od czekolady. Na zdjęciu różne rodzaje baklawy.

Dziękuję za:

- budzący mnie śpiew muezina,

- śniadania z hummusem,

- modlitwy o pokój,

- uśmiech,

- spokój, przestrzeń i bezkres pustyni,

- nocne Arabów rozmowy.

Dziękuję za doborowe towarzystwo w Mafraq.

Dziękuję za doborowe towarzystwo w Mafraq.

Dziękuję też Marcie Titaniec i Tomkowi Kalińskiemu z Caritas Polska za szansę udziału w projekcie. Jackowi Zakrzewskiemu, drugiemu wolontariuszowi, za towarzystwo i długie rodaków rozmowy. Księdzu Francisowi za dach nad głową, a ekipie jordańskiego Caritasu za miłe godziny i dni wspólnej pracy. Mateuszowi Mularskiemu, który kręcił dokument (mam nadzieję interesujący) i Kubie Kharabshehowi – najlepszemu tłumaczowi, jakiego znam oraz wszystkim innym osobom poznanym w Jordanii.

Dziękuję za śniadania z hummusem.

Dziękuję za śniadania z hummusem.

Ponadto całej załodze polskiej ambasady w Ammanie za gościnę oraz pomoc na obcej ziemi i polskiemu MSZ za wyłożenie pieniędzy na zorganizowanie syryjskim dzieciom szkoły, o jakiej nawet nie marzyły.

Szczególne podziękowania dla tych, którzy wysyłali mi maile i wiadomości w czasie mojego pobytu w Jordanii oraz tej jednej Osobie, której lampka na skypie zawsze paliła się na zielono. Dzięki temu było mi łatwiej.

Wreszcie dziękuję tym wszystkim, którzy byli ze mną, czytając mojego bloga, w którego pisanie włożyłem całe swoje Serce.

Dedykuję go moim Rodzicom.

Dziękuję za spokój, przestrzeń i bezkres pustyni.

Dziękuję za spokój, przestrzeń i bezkres pustyni (na zdjęciu Wadi Ramm).

Pocztówki syryjskie. بطاقات بريدية سورية

Ahmad starał się o dziecko przez dziesięć lat. W końcu jego modlitwy się spełniły i na świat przyszedł długo oczekiwany potomek. Kilka tygodni po urodzeniu siedział ze swoim synem i trzymał go na kolanach. Dziecko w głowę trafił rykoszet. Zmarło na miejscu. Nigdy już potem nie był sobą. Oszalał z rozpaczy.

Homs, Syria, 2012

Nowa, jeszcze nie zamieszkana, część obozu. Ufundowana przez Arabię Saudyjską.

Nowa, jeszcze niezamieszkana, część obozu. Ufundowana przez Arabię Saudyjską.

Nazywają mnie „chodzącą śmiercią”. Dostałem pociskiem w szyję trochę powyżej jabłka Adama. Przeszedł na wylot omijając: tchawicę, tętnicę i przełyk. Mówię, jem i oddycham mroźnym pustynnym powietrzem. Po pocisku pozostała jedynie pięciocentymetrowa blizna. Jakie to szczęście żyć!

Obóz dla uchodźców w Zaatari, Jordania,

7 grudnia 2012

Dzieci biegną na spotkanie z Ban Ki Munem. Właśnie ląduje.

Dzieci biegną na spotkanie z Ban Ki Munem. Właśnie ląduje.

Byłem, jak zwykle rano, w drodze motorem po chleb. Ktoś za mną jechał. Bałem się, żeby mnie przez przypadek nie potrącili, bo droga była wąska, a oni najwidoczniej się śpieszyli. To byli żołnierze Asada. Zjechałem  najpierw na krawędź jezdni, a potem na pobocze. Potrącili mnie. Nie miałem pojęcia dlaczego. Stanęli kilkanaście metrów za mną. Nie mogłem wstać. Zawrócili i przejechali mnie z chirurgiczną precyzją swoim wozem. Znowu się zatrzymali. Tym razem bliżej.

- To co zabijamy go? – powiedział jeden do drugiego.

- On już nie żyje.

Odjechali. Gdyby żołnierze z Wolnej Armii Syryjskiej chwilę potem tamtędy nie przejeżdżali, umierałbym długo, a tak żyję w Mafraq. Chociaż „żyję” to za dużo powiedziane. Nie mam nogi i mówię z ogromnymi problemami. Nie chodzę. Jedyne, co robię to jem, śpię i palę papierosy. Odpalam jednego od drugiego. Ten materac to moja sypialnia, moja jadalnia i moja toaleta.

Mafraq, Jordania,

5 grudnia 2012

Obóz o zachodzie słońca.

Obóz o zachodzie słońca.

Mam na imię Khalid i mam dziewięć lat. Tak wyglądają moje nogi i kolana. Pokrzywione i pozszywane. Tak wygląda moje biodro szyte grubą nicią. Nie mam czucia w nogach. Nie jestem w stanie się poruszać bez kul. Kiedy szedłem po ulicy w Darze, bomba wybuchła niedaleko mnie, a tysiące jej odprysków okaleczyło moje ciało. Wiele osób wokół mnie wtedy zginęło. Chciałbym grać w piłkę jak inne dzieci w obozie.

Obóz dla uchodźców w Zaatari, Jordania,

7 grudnia 2012

Mam na imię Rafał. Siedzę w jednym z namiotów w obozie dla uchodźców w Zaatari. Nad namiotem dumnie powiewa flaga Wolnej Armii Syryjskiej z napisem „Wolny człowiek”. W środku siedzi cała rodzina Samiego, który znakomicie mówi po angielsku. Khalid, który nie chodzi, przygląda mi się z ogromną ciekawością, a „chodząca śmierć” przyrządza herbatę. Rozmawiamy z Samim na bardzo luźne tematy. Opowiada mi o Polce, którą poznał kiedyś przez internet, ale teraz coś się pomiędzy nimi popsuło.

Sekretarz generalny ONZ, Ban Ki Mun z wizytą w Zaatari.

Sekretarz generalny ONZ, Ban Ki Mun, z wizytą w Zaatari.

Mieszkańcy każdego namiotu dostali w tym tygodniu cztery duże płaty z blachy falistej do wybudowania prowizorycznej kuchni. Może to dlatego, że dzisiaj obóz wizytuje Ban Ki Mun, a może to tylko zbieg okoliczności. Popijamy herbatę. Nagle Sami mówi: Czekaj, coś ci pokażę!

Z zaskoczenia włącza wideo i podsuwa mi telefon, żebym oglądał. Na filmie dwaj mężczyźni nadzy do pasa, ze związanymi rękami, przyparci są do ściany. Zza kadru słychać silnik uruchamianej piły mechanicznej i żołnierza, który krzyczy: Dlaczego zdecydowaliście się przyłączyć do rewolty? Piła mechaniczna wchodzi w kadr i niemiłosiernie rzęzi. Po chwili mundurowy dodaje: Przecież Baszar Asad nie jest waszym prezydentem! Baszar Asad jest waszym Bogiem!

Zaraz potem wojskowy obcina mu głowę piłą. Tryska krew, a głowa jednego mężczyzny spada na ramię drugiego przypartego do muru obok.

Boże! – krzyknąłem. Sami, dlaczego nie powiedziałeś mi, co to będzie?!

Żołnierze Asada kręcą te filmy, a potem sprzedają za duże pieniądze! – opowiada Sami.

Chodzę, mówię i śpię w ciepłym łóżku, ale ich historii nie zapomnę do końca życia. Po co o nich piszę? Z szacunku dla tych, których spotkałem i dlatego, że chcę Wam opowiedzieć o kraju, w którym od dawna nie rządzą już ludzie.

Obóz dla uchodźców w Zaatari, Jordania,

7 grudnia 2012

Ja i „chodząca śmierć” (od prawej) oraz Sami i jego kuzyn Nauras od lewej.

Ja i „chodząca śmierć” (od lewej) oraz Sami i jego kuzyn Nauras (od prawej).

Zostaliśmy asdikaa. أصدقاء

Chciałabym, żeby Baszar Asad zginął! – kiedy słyszę to zdanie z ust zaledwie dziewięcioletniej Aiszy, ciarki przechodzą mi po plecach. Słowa te brzmią jeszcze dobitniej, gdy są odpowiedzią na pytanie o jedno marzenie, które dziewczynka chce, żeby spełniło się w tym momencie.

Mieli narysować szkołę. Nie wiem czy do końca się zrozumieliśmy.

Mieli narysować szkołę. Nie wiem czy do końca się zrozumieliśmy.

Staramy się dzieci maksymalnie otworzyć, żeby chciały opowiadać o swoich emocjach. W naszej kulturze ludzie nie uzewnętrzniają się przed innymi, nie pokazują swoich uczuć. Jeżeli dzieci mają jakiekolwiek problemy emocjonalne, nie będą w stanie efektywnie się uczyć – tłumaczy mi trenerka Massa, która pracuje z uchodźcami od kilku lat. Wcześniej wdrażała programy dla irackich dzieci, kilka miesięcy temu zaczęła również pracę z małymi Syryjczykami.

Na co czekamy!?

Na co czekamy!?

Zajęcia Massy to cotygodniowe sesje. Kiedy prowadziłam jedne z pierwszych, chciałam poznać dzieci indywidualnie. Chodziło o to, żeby we właściwy sposób je podzielić. Często bowiem podział na roczniki był nieadekwatny, bo dzieci znajdowały się na różnych poziomach. Pewnego dnia spotkałam dziesięcioletniego Ahmada. Dałam mu książkę do angielskiego. Przysunął ją do siebie i wtopił w nią swoje czarne oczy. Wydawało mi się, że czyta.

- Przeczytaj na głos Ahmad – zapytałam.

Cisza.

- Umiesz czytać po angielsku?

- Nie…

- A kiedykolwiek uczyłeś się angielskiego?

- Nie nigdy, ale proszę weźcie mnie. Chcę się uczyć, ja bardzo szybko się uczę. Naprawdę – prosił zrozpaczony Ahmad.

Nieważne, że one nie mówią po angielsku, a ja po arabsku. Rozumiemy się bez słów.

Nieważne, że one nie mówią po angielsku, a ja po arabsku. Rozumiemy się bez słów.

Chłopiec myślał, że aby dostać się na zajęcia, należy przejść selekcję. Dlatego na początku nawet nie wspomniał, że z angielskim nigdy nie miał do czynienia. Za wszelką cenę chciał się uczyć. Widząc wtedy jego zaangażowanie, rosło mi serce. Pamiętam tę scenę do dzisiaj i wciąż wywołuje we mnie silne emocje. To, co fantastyczne w pracy z nimi, to fakt, że są bardzo zaangażowane. Za wszelką cenę chcą się uczyć i pracować – opowiada Massa.

Maorys Bliskiego Wschodu, a miał być Spidermanem. Moje dzieło.

Maorys Bliskiego Wschodu, a miał być Spider-Manem. Moje dzieło.

Szkolne podwórko. Kilka minut przed zajęciami. Baszar Asad musi zginąć! Baszar Asad musi zginąć! – skandują pięcio, dziewięcio i dwunastoletni „rewolucjoniści”. Scena jak z telewizyjnych korespondencji. Dzieci zebrane w kole, jedne siedzą na ramionach u drugich. Nauczyciele i animatorzy lekko skonsternowani proszą, żeby dzieci ustawiły się jak zwykle w kilku rzędach przed wejściem do szkoły. Za chwilę rozpoczną się zajęcia.

Kilka minut temu wystartowały zajęcia. Stół jeszcze stoi na swoim miejscu.

Kilka minut temu wystartowały zajęcia. Stół jeszcze stoi na swoim miejscu.

Dzisiaj był specjalny dzień. Dzieci podzielone na grupy miały do wykonania kilka zadań: na początku rysowały na kartkach papieru swoje uczucia związane ze szkołą, potem starały się rozpoznawać i naśladować twarze przedstawiające emocje narysowane na planszach i o nich dyskutować. Wszystkie dzieci przygotowały również trzystronicową książeczkę w kształcie serca, którą wypełniały scenami z ich życia w Syrii przed wybuchem konfliktu, obecnego życia w Jordanii i marzeń o przyszłości. Na koniec wszystkie zaśpiewały piosenkę o pokoju.

Działonowy i mały korespondent wojenny. Obaj w pracy.

Działonowy i mały korespondent wojenny. Obaj w pracy.

Jak zwykle moi podopieczni byli bardziej kreatywni niż wymagały tego od nich przygotowane zadania. Jedna grupa znudzona rysowaniem po uprzednim wywróceniu plastikowych stołów i zrobieniu bazooki z ich okrągłych i pustych w środku nóg, przeszła po kilku minutach do fazy zbrojnej. To tylko dowód na to, że na szczęście, niewiele z tych dzieci przeżyło bezpośrednio piekło wojny. Dla wielu z nich jest ona tylko zabawą. A przecież lepiej, że musimy, większości tłumaczyć, że to niewłaściwa zabawa niż mielibyśmy wszystkie leczyć z wojennej traumy.

Przebieg warsztatów na chwilę wymknął się spod kontroli, przecież taśma jest ciekawsza od rysowania!

Przebieg warsztatów na chwilę wymknął się spod kontroli, przecież taśma jest ciekawsza od rysowania!

Niestety nie wszystkie dzieci znają wojnę tylko z telewizji. Wśród moich podopiecznych jest również wycofana Hannah, Manah która straciła brata i siostrę oraz Ebrahim i Muhammad, którzy zawsze, kiedy słyszą dźwięk silnika samolotu chowają się do szafy, jak mówi ich mama.

Dzieci często były bite, czasami zdarzało się, że były molestowane, opowiadały straszne historie. Niektóre z nich były zamknięte i wycofane. Po kilku miesiącach to się zdecydowanie zmienia. Są zaangażowane i stają się bardziej otwarte, gdy  po pewnym czasie nabierają do nas zaufania – opowiada Massa.

Wymowne spojrzenie Hannah. - Rafał, wystarczy już tego fotografowania!

Wymowne spojrzenie Hannah. – Rafał, wystarczy już tego fotografowania!

Jedziemy odwiedzić Hannah i jej rodziców. W drzwiach wita nas siedemdziesięcioletni ojciec zaledwie pięcioletniej dziewczynki. Dumny Beduin w czerwono-białej hatta zaprasza nas do środka na filiżankę herbaty. Mama dziewczynki mówi, że przyszedłem. Hannah szybko biegnie do pokoju, w którym siedzimy i rzuca mi się na szyję. To już inna pięciolatka niż ta, którą poznałem dwa miesiące temu. Inna, bo normalna. Dopiero kilka tygodni temu otworzyła się, a na jej twarzy zagościł uśmiech. W tym tygodniu ostatnie zajęcia. Trudno sobie wyobrazić, że można się tak zżyć z niektórymi maluchami.

Zgadujemy emocje. Ajsza w swoim żywiole!

Naśladujemy emocje. Aisza w swoim żywiole!

Zajęcia z dziewięciolatkami. Siedzę z małą Aiszą o blond włosach i wielkich szarych oczach. Ona koloruje kwadraty, prostokąty, koła i trójkąty, ja strugam jej kredki. Współpraca w żadnej pracy nie układała mi się tak znakomicie. W pewnym momencie Aisza wstaje i szepcze mi do ucha:

- Habibi… [z arab. Kochanie]

- La Habibi [z arab. nie Kochanie]. Moje Kochanie jest w Moskwie.

Nie wiem czy zrozumiała, ale nigdy później nie nazywała mnie już Habibi. Od tej pory zostaliśmy bowiem asdikaa, czyli przyjaciółmi.

- Rafał, narysuj mi wąsy. - Ok, będą galicyjskie.

- Rafał, narysuj mi wąsy. – Ok, będą galicyjskie.

Praca wre.

Praca wre.

Dario spełnia się malarsko.

Dario spełnia się malarsko.

Wolni pod kluczem. رجل حر

Wolę wrócić do kraju i umrzeć niż zostać tu i żyć upokorzonym. Tak mówi wiele z osób, które tu przyjechało – opowiada nam Sami uchodźca z przygranicznej Dary. Chłopak przybył do Zaatari zaledwie dziesięć dni temu. A Ty chcesz wrócić? – pytamy. Nie, ja bardziej myślę o przyszłości. Tylko jaka przyszłość nas czeka? Według przybliżonych statystyk w największym obozie dla uchodźców w Jordanii przebywa około 45 tysięcy Syryjczyków (tylu mieszkańców liczy Kołobrzeg), z czego więcej niż połowa to dzieci. W Mafraq, najbliższym w stosunku do obozu mieście i stolicy jednej z dwunastu jordańskich prowincji, mieszka około 60 tysięcy osób.

Każdy z uchodźców chce opowiedzieć swoją historię.

Każdy z uchodźców chce opowiedzieć swoją historię (fot. Mateusz Mularski).

Już ponad miesiąc próbujemy dostać się do obozu w Zaatari. Do tej pory bezskutecznie. Czas rozpocząć ścieżkę formalną. Jest niedzielne późne popołudnie. Ulica Ben Zaidoon w Ammanie. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Z dokumentalistą Mateuszem staramy się dostać oficjalne pozwolenie na wjazd. Przed wejściem do budynku zostawiamy aparaty i kamerę wideo. Krążymy odsyłani od pokoju do pokoju w poszukiwaniu specjalisty do spraw uchodźców. Po kilku minutach docieramy do właściwego biurka i czekamy na audiencję. One minute – to uniwersalna jednostka czasu na Bliskim Wschodzie i tyle też będziemy musieli odsiedzieć. Mateusz przedkłada oficjalne pismo z polskiego MSZ i polskiej ambasady w Ammanie. Zostawiamy też swoje paszporty. Pokój asystenta jest bardzo mały i nie ma w nim okien. Mija one minute, potem dziesięć, dwadzieścia, pół godziny. Po czterdziestu minutach do swojego biura zaprasza nas jordański specjalista.

Ja jestem dokumentalistą filmowym, a to jest mój operator – przedstawia się i wskazuje na mnie Mateusz. Nie uśmiechaj się tak głupkowato, bo zrozumieją, że tak naprawdę nie jesteś moim operatorem – zwraca mi uwagę po polsku.

- Przyjechaliście tu robić film dokumentalny o syryjskich uchodźcach i jesteście z polskiej telewizji? – przepytuje nas urzędnik.

- Tak, dokładnie.

- To znakomicie. Robicie wspaniałą robotę, ale jeżeli chcecie wjechać do obozu to wasza ambasada musi wystosować pismo do jordańskiego MSZ, a ten z kolei musi wysłać list potwierdzający do naszego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i wtedy damy wam pozwolenie. Nie ma problemu – przedstawił nam banalnie prostą i szybką ścieżkę wejścia do obozu specjalista do spraw uchodźców. Dzwonimy do naszego tłumacza Kuby, wychodzimy z ministerstwa i bierzemy taksówkę do ambasady. Mijamy jedno z ammańskich rond. To w Ammanie, podobnie jak hotele, najważniejsze punkty orientacyjne w mieście…

- Nie mam paszportu, a ty? – pytam Mateusza.

- Zostawiliśmy je w ministerstwie! Nie ma to jak samemu wyłożyć paszporty lokalnemu SB.

- Chyba zostaniesz tu więcej niż dwa tygodnie, a ja więcej niż dwa miesiące. Wesołych Świąt – pomyślałem wtedy… Czytaj dalej